poniedziałek, 24 stycznia 2011

Farłelsy i Samerajzy




Kochani, kochani!

Czas powoli zamykać bloga MOJE STANY - mam teraz do dyspozycji Doty Fine Arts Library, która, tak się złożyło i nad czym nie będę się rozwodzić, otworzyła dla mnie swe podwoje zaledwie 3 dni temu; doszłam więc do wniosku, że trzeba efektywnie ten czas wykorzystać, jak to się mówi - mimo wyczerpania zawaodnika, takiego ogólenego zmęczenia zbieraniem materiału i potrzebą przejścia do kolejnego etapu - dodać gazu przy mecie.
Musze przyznać, że nigdy nie byłam w tym dobra...podczas testu Coopera, wypadałam w krzaki z koleżaną na co drugim okrązeniu, ale przychodzi taki czas, że człowiekowi trzeba powalczyć.

Ale zamiast pożegnania w stylu "przeżyjmy to jeszcze raz" chciałabym żebyśmy się tu wspólnie razem zastanowili nad taką kwestią. Oto bilnas riserczu z dnia 24.1.2011 (bilans dotyczy wyłącznie materiałów cudem techniki pozyskanych drogą cyfrową):

MOJE MUZEA (materiały wizualne)
size: 5.54 GB (5,955,194,103 bytes)
contains: 2,812 Files, 23 Folders

MATERIAŁY SZKOLENIOWE
size: 20.4 GB (21,959,711,811 bytes)
Conatains: 13,290 Files, 151 Folders


Chciałabym tu dorzucić do tekstu ed by Michael Ann Holly i Marguard Smith "What is research in Art History?" takie pytanie: kto to wszystko będzie czytać?
Podnieca ale i przeraża mnie widok tych plonów, dlatego postanowiłam...jednak rozstania są swoistego rodzaju problemem...przydzielić każdej/mu z Was, Tobie, tobie i Tobie pewną partię materiału z mego dorobku do przerobienia. Widzę to na dwa sposoby - kolektywny i indywidulalny - kiedy to spotykamy się i każdy/a na głos referuje co przeczytał/a oraz kiedy to z poszczególnymi osobami spotykam się idnywidualnie w celu wysłuchania sprawozdania. Nie jest bowiem żadną tajemnicą, że dziś Historyczka sztuki łączy wiele funkcji - tę o której wspomniałam łączy z krytyką, a nawet byciem artystką...zdarza się czasem, że tak się zapętla i zapędza w swych funkcjach jak oirophoros, gdy okazuje się że napisała o własnej sztuce. Dążę jednak do dydaktyki: współczesna historyczka sztuki jest jak Rembrandt i Rubens, którzy mieli pomysł na te wielikie i solodne "firmy", jakimi się stali. Jak sobie wyobrażam moje studio, już powiedziałam - nie rezygnując z Waszego towarzystwa...
Dlaczego można sobie na to pozwolić? Ponieważ w każdym z nas tkwi niezależna induwidualna siła kreacyjna, taka twórcza różnica, która sprawia, że właśnie możemy sobie pozwolić na taką manufakturę intelektu. Przechadzam się po studio naukowym i widzę Darka, który jest na bieżąco z Leo Steinbergiem, idę dalej i wysłuchuję Beaty S., która jest obcykana w pismach Teresy de Lauretis, Filip nadrabia zaległości z queer theory, Tiruriru i Poczo uwijają się z folderem "modernizm", Karolinka czyta Mieke Bal i komentuje, Ola pilnie studiuje Michael Ann Holly i jej męza Keitha, argumentując które ciekawsze w tym dwuosobowym klubie intelektualnym, długo by jeszcze wymieniać, obiecuje że dla nikogo nie zabranie intelektualnej karmy. Kozu, bierzesz na siebie spóściznę Hegla? Acha, mam jeszcze przydział specjalny...cały pękaty folder literatury wokół Heideggera...komu by tu...Agata i Iza, antropolożki, na spółke go rozkminiają przy kawie. Wiem, że jest WAS znacznie więcej,poukrywanych...że matka się tym razem postarała. moich folderów też jest znacznie więcej: Ruszajmy z tym koksem!!!

Ale wiecie, zmęczyłam się wyliczaniem. Może już nadchodzi czas urlopu...czas urwania się w hot poza zasięg, pod wodę? No to daję nura!
DZIĘKUJĘ ŻE BYLIŚCIE ZE MNĄ!

3 komentarze:

  1. final countdown, serafita! Rozwijaj skrzydła - jakkolwiek by to rozumieć!

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozwijam i zaraz lece do polskiego Paryża. Tylko perfumęęęę spakuję :)

    OdpowiedzUsuń

Unisex

Unisex
Harlem

tracking code